Rafał Solarek

Jak być szczęśliwym od zaraz?

Dzisiaj chcę sprawić, żebyś od razu po przeczytaniu tego tekstu poczuł się szczęśliwszy. Wiem, że to ambitny cel, ale wydaje mi się, że odkryłem techniki, które mogą Ci w tym pomóc.

Czy odczuwasz szczęście tu i teraz?

Wiele osób uzależnia swoje szczęście od przyszłości – od tego, co ma się wydarzyć, co zamierzają osiągnąć, co zrobi ktoś inny lub jak zmieni się ich sytuacja. Wierzą, że dopiero gdy coś się stanie, poczują się szczęśliwi.

Niestety muszę Cię zmartwić – jeśli myślisz w ten sposób, istnieje duża szansa, że te rzeczy nie przyniosą Ci prawdziwego szczęścia albo nie poczujesz go wcale. Moja filozofia jest zupełnie inna. Uważam, że szczęście należy odczuwać tu i teraz. Mogę to powiedzieć z pełnym przekonaniem – jestem szczęśliwą osobą i prowadzę życie takie jak każdy z Was.

Nie jest tak, że mieszkam na Teneryfie, pracuję cztery godziny dziennie, zarabiam dużo pieniędzy i wszystko układa się świetnie. Też miewam trudniejsze miesiące – ostatnio musiałem sięgnąć po oszczędności z poduszki finansowej. W naszej rodzinie, bliższej i dalszej, pojawiają się choroby, co nigdy nie jest łatwe. Zdarzają się stresujące sytuacje w rodzinie i w biznesie. Życie nie jest idealne – ma swoje wzloty i upadki.

Mimo to wierzę, że szczęście można odczuwać nawet w trudniejszych chwilach. Wystarczy spojrzeć na pewne sprawy z innej perspektywy. Poza tym życie to sinusoida – raz jest lepiej, raz gorzej. Czasem nic mi się nie chce, czasem się denerwuję, czasem mam wrażenie, że wszystko jest do kitu. Ale to szybko mija, bo mam mechanizmy, które pomagają mi lepiej rozumieć zarówno chwilę obecną, jak i całe życie.

Akceptacja – klucz do szczęścia

Wydaje mi się, że kluczem do szczęścia jest jedno słowo: akceptacja. Akceptacja siebie, życia, sytuacji – wszystkiego, co nas otacza. Chodzi o to, byśmy zrozumieli, że nie jesteśmy doskonali, że życie nigdy nie będzie idealne, a szczęście jest sinusoidą.

Co mam na myśli? Często odczuwamy frustrację, bo nie potrafimy zaakceptować faktu, że życie nie chce się do nas dostosować. Chcielibyśmy, żeby wszystko było idealnie albo przynajmniej po naszej myśli, ale to się nie udaje i jesteśmy zdenerwowani. Nie skupiamy się na tym, co nam wychodzi i co jest dobre w naszym życiu, tylko na tym, że ten jeden aspekt ciągle jest zły. 

Co gorsza, wielu ludzi skupia się na rzeczach, na które nie mają żadnego wpływu – denerwują się na politykę, pogodę. A prawda jest taka, że możemy wpływać tylko na siebie, swoje przekonania i sposób postrzegania świata.

Zmień swoją perspektywę

Kiedyś, gdy zaczynałem swoją przygodę z rozwojem osobistym, usłyszałem stwierdzenie, że żyjemy w równoległych rzeczywistościach, każdy z nas widzi świat inaczej i wszystko zależy od soczewki oraz filtra, przez które go postrzegamy. Brzmiało to dla mnie jak bajki, ale teraz już to rozumiem.

Dwie osoby mogą znaleźć się w dokładnie tej samej sytuacji, a mimo to jedna potraktuje ją jako szansę i okazję do rozwoju, a druga jako tragedię, po której najlepiej zakopać się pod kocem i płakać. Perspektywa ma ogromne znaczenie.

Oczywiście nie chodzi o hiperoptymizm – udawanie, że zawsze jest dobrze i uśmiechanie się na siłę. Chwile smutku i refleksji są ważne, bo są częścią życia. I właśnie dlatego powinniśmy je zaakceptować. Kiedy to zrobimy, będzie nam dużo łatwiej.

To samo dotyczy wyborów, których dokonujemy. Każda decyzja w naszym życiu generuje jakąś sytuację, która może nie do końca nam się podobać, ale podjęliśmy ją z jakiegoś powodu. 

Podam prosty przykład. Kiedy ma się dzieci, ma się mniej czasu na swoje sprawy. Ja zaplanowałem sobie, że pracuję 4 godziny dziennie. I to nie jest tak, że zawsze po tych 4 godzinach kończę, jestem zadowolony i wszystko jest super. Czasem zdarza się, że chciałbym jeszcze zostać 2-3 godziny, bo mam flow, bo pracuję nad jakimś projektem, bo mnie to interesuje albo jeszcze nie skończyłem. Ale wiem, że mam dzieci i to jest wyższa wartość niż cokolwiek innego, dlatego idę do nich i po prostu muszę zaakceptować fakt, że moje życie tak wygląda. Zdecydowałem się na dzieci. Są one super i naprawdę wypełniają moje życie.

Z drugiej strony mógłbym się frustrować, myśląc: Znowu te dzieci, znowu muszę się nimi zająć. Znowu musimy gdzieś iść, bo są zbyt małe, żeby się sobą zająć. Ale już nie mam takich myśli. Staram się wszystko układać sobie w głowie. Musimy zaakceptować pewne rzeczy. Kiedy to zrobimy, przestaniemy się denerwować.

Zaakceptuj swoje wybory i odkryj ich pozytywne strony

Kiedyś poznałem taką myśl, że przed podjęciem jakiejkolwiek decyzji możemy się martwić, zastanawiać, nie być pewni, stresować – i to jest normalne. Staramy się coś wybrać, pójść w jakimś kierunku. Jednak w momencie, gdy już podejmiemy tę decyzję i zdecydujemy, jak chcemy, żeby nasze życie wyglądało, musimy wziąć ją z wszystkimi jej skutkami i zaakceptować, że tak właśnie jest.

Jeżeli zaakceptujesz to, co się dzieje negatywnego, łatwiej będzie Ci dostrzec pozytywne aspekty. Staraj się obracać trudne sytuacje na swoją korzyść. Na przykład, ja zamknąłem swoją agencję marketingową i mogłem powiedzieć: Musiałem ją zamknąć, bo nie mogłem wytrzymać. Ale teraz nie mam przychodu, nie wiem, jak zarabiać, nie wiem, co robić. Zamiast tego, szukałem okazji, jak zbudować biznes, który będzie zgodny ze mną.

Oczywiście, budowanie kursów dla prawników jest trudne, wymagające i stresujące. Nie zarabiam z tego tyle, co z agencji, więc nadal muszę się dużo stresować, a czasem poświęcam czas na coś, co może nie przynieść efektów. Na przykład mogę poświęcić 100 godzin na budowanie lejków marketingowych, żeby sprzedać kurs, a na koniec nikt go nie kupi. Mogę też zainwestować 5000 zł w reklamę, która się nie zwróci.

Mimo to staram się szukać pozytywów. Zadaję sobie pytania: Co mi to dało? Jakie korzyści wyniosłem z tego doświadczenia? Co mogę zrobić inaczej, aby lepiej je wykorzystać w przyszłości?

Przekształć trudne doświadczenia w okazje do rozwoju

W zeszłym roku doznałem kontuzji kolana po roku biegania. Od tego czasu jestem wyłączony z biegania i nadal nie wróciłem do tego sportu na takim poziomie, jakbym chciał. Jednak zacząłem się zastanawiać, co mogę robić inaczej. 

Początkowo nie mogłem w ogóle ćwiczyć, ale potem zacząłem stosować metody treningowe, które nie obciążały mojego kolana. Wprowadziłem rozciąganie i jogę, a potem spróbowałem sztuk walki – choć to nie było najlepsze dla mojego kolana, wciąż szukałem różnych możliwości. Chodzę teraz na siłownię i doszkoliłem się z rozgrzewki przed bieganiem. Okazało się, że robiłem ją źle, co mogło być przyczyną kontuzji. Co więcej, biegałem na nierównym terenie, kiedy doznałem urazu. Nauczyłem się więc wielu nowych rzeczy.

Nie mówię: To fatalne, doznałem kontuzji kolana i teraz już nie mogę biegać, będę siedział w domu i nic nie robił. Dla mnie ta sytuacja stała się punktem zapalnym do nauki nowych metod, zdobywania nowych doświadczeń i szukania nowych perspektyw. Staram się patrzeć na życie w ten sposób, ponieważ wtedy łatwiej jest odczuwać szczęście.

Zachęcam do tego, aby traktować życie jako grę, wyzwanie. Dla mnie życie składa się z kolejnych etapów. Kiedy biegałem, byłem przekonany, że będę robił to dwa razy w tygodniu do końca życia, bo daje mi to energię i radość. Zamiast tego okazało się, że mam kontuzję, więc muszę zmienić swoje podejście. Bieganie nie jest już moim głównym celem. Muszę teraz poznać inne metody treningowe, co może prowadzić do nowych doświadczeń i poznania innych osób. Jest to kolejne zadanie, nie tragedia.

Zdaję sobie sprawę, że w życiu pojawiają się trudne momenty, ale staram się zawsze znaleźć w nich coś pozytywnego i wyciągnąć wnioski. Możemy się oczywiście użalać nad sobą, ale moim zdaniem to do niczego dobrego nie prowadzi.

Podsumowanie: Pielęgnuj w sobie wdzięczność

Na koniec, chciałbym poruszyć coś, co może wydawać się trywialne – wdzięczność. Z pewnością wiele osób już o tym słyszało, ale być może nie stosuje tego na co dzień. Chodzi o wdzięczność za to, co mamy i za to, co się dzieje w naszym życiu.

Nie wiem, czy mogę powiedzieć, że jestem wdzięczny za kontuzję kolana, ale na pewno dała mi ona nowe przemyślenia, możliwości i inną perspektywę w zakresie treningów. W jakimś stopniu mogę powiedzieć, że jestem za to wdzięczny. Oczywiście wolałbym, żeby to się nie wydarzyło, ale skoro już się stało, to po co się zamartwiać?

Oczywiście, tuż po kontuzji byłem rozbity. To jest normalne, bo przeżywamy emocje. Ważne, by przechodzić przez nie i dawać im ujście. Nie chodzi o to, żeby cieszyć się z kontuzji, ale o to, by zaakceptować to, co czujemy, a potem znaleźć sposób, by obrócić tę sytuację na naszą korzyść.